header image
 
  



 



POLSKA I IZRAEL: SUBIEKTYWNIE... / Jerzy Wójcik       [pdf: 92 kb]

20 STYCZNIA 2008

„Mieliśmy cykl lekcji przed wyjazdem.(...) Ale to nie były zajęcia poświęcone specjalnie Polsce, poświęcone były historii Holokaustu Żydów w Polsce; [uczyliśmy się] o Auschwitz, Treblince. Właściwie mieliśmy tylko jedne zajęcia poświecone Polsce, była to lekcja bezpieczeństwa (security lesson), przeprowadzona przez ludzi z Mosadu.”

* Ziv Margonin – izraelski nastolatek.

Pisząc pierwszy felieton do naszego Forum Analitycznego, miałem zasadnicze wahanie, czy dobrym pomysłem jest rozpoczynać działalność Forum tematem polsko-izraelskim, skoro mam zamiar dokonać niestety krytycznej oceny tych relacji. Jednakże jest szereg przyczyn, dla których uważam stosunki polsko-izraelskie za temat szalenie ważny i warty pogłębionej dyskusji. Z pewnością ten felieton jest zaledwie preludium do dyskusji i w żaden sposób tematu nie wyczerpuje.

Po pierwsze – rok 2008 będzie tzw. rokiem polsko-izraelskim i bezsprzecznie można go uznać za rok wielkich nadziei. Znając przygotowania do tego wydarzenia oraz wysiłki Instytutu Adama Mickiewicza, już można powiedzieć, że będzie on rokiem przełomowym. Nie ma lepszego sposobu na walkę ze stereotypami niż edukacja przez kulturę. Wydaje się jednak, że temat relacji Polaków i Izraelczyków będzie niejednokrotnie podczas tego roku poruszany.

 

 

 

 

 

STOSUNKI POLSKO-IZRAELSKIE. PRÓBA ANALIZY CZYNNIKÓW JE KSZTAŁTUJĄCYCH.

Joanna Dyduch [pdf: 349 kb]

PERCEPCJA POLSKI I POLAKÓW PRZEZ IZRAELCZYKÓW.

Joanna Dyduch [pdf: 370 kb]

Po drugie – Joanna Dyduch zamieściła na łamach naszego portalu dwa świetne artykuły naukowe, w których autorka opisuje wynik badań na temat percepcji Polski pośród młodych Izraelczyków oraz stosunków polsko-izraelskich. Wynik badań oraz przytoczone wypowiedzi wskazują na bardzo fragmentaryczny obraz Polski pośród społeczeństwa izraelskiego, szczególnie młodego pokolenia. Ponadto, jak wskazuje autorka, blisko 79% badanych Izraelczyków ma negatywne skojarzenia o Polsce. Badania Joanny Dyduch są ważne, gdyż ujawniają problem znany nam jedynie z naszych osobistych doświadczeń oraz sytuacji jednostkowych. Badania autorki w tym wymiarze ukazują problem w kompleksowy sposób i są badaniami bardzo wartościowymi, wskazującymi na ważny, problematyczny aspekt relacji polsko-izraelskich. Zamieszczam jednocześnie odnośnik do tych artykułów mając nadzieję, że staną się dla wielu asumptem do dalszych rozważań i dyskusji. Wydaje się kluczowym zadanie szeregu pytań w związku z rezultatami tychże badań: jak to możliwe, że Polska jest tak negatywnie postrzegana? Dlaczego programy przyjazdów młodzieży izraelskiej do Polski nadal mają swój ustalony od lat kształt, który w zasadzie ugruntowuje takie a nie inne postrzeganie Polski i Polaków? Warto spróbować to rozważyć, szczególnie że stosunki polsko-izraelskie na szczeblu rządowym są w zasadzie wzorcowe…

***

Można by odnieść wrażenie, że stosunki polsko-izraelskie w ostatnich latach zostały w istocie skategoryzowane jak bardzo dobre. To właśnie takie określenie jest używane w zasadzie przez większość polityków obu stron w odniesieniu do wspólnych relacji. Politycznie relacje rzeczywiście są wyśmienite – zaczynając od naszego poparcia dla Izraela na arenie międzynarodowej, aż na wizycie Lecha Kaczyńskiego w Izraelu zaraz po zakończeniu działań wojennych po wojnie lipcowej kończąc. Izrael nie pozostaje dłużny: poparcie dla Ireny Sendlerowej i ciepłe wypowiedzi ambasadora Pelega. W zasadzie nie przypominam sobie ani jednej negatywnej opinii wysokiego rangą przedstawiciela obu krajów (wyłączamy z tego epizod pt. Roman Giertych jako Minister Edukacji Narodowej czy Maciej Giertych publikujący broszury antysemickie). Błędem byłoby nie docenianie wysiłków obu stron w celu wytworzenia przyjaznego kanału współpracy międzyrządowej. Ocieplenie tych stosunków jest wynikiem obustronnej potrzeby, obie strony jednak konsumują efekty tej współpracy na innej płaszczyźnie.

Izrael ma świadomość tego, że Unia Europejska to obecnie 25 państw. Polska – największa z grupy „nowych” państw we wspólnocie – wielokrotnie była określana przez ambasadora Pelega, jako jeden z najważniejszych sprzymierzeńców Izraela w Europie. Izrael bezsprzecznie zdaje sobie sprawę z wagi Polski na jakże antyizraelskiej mapie geopolitycznej Europy. Zdaje sobie także sprawę, że polityka zagraniczna Unii Europejskiej będzie ewoluować – także pod naciskiem nowych państw członkowskich.

Wydaje się więc, że Polska ma zasadniczą siłę oraz możliwości w kontekście ukierunkowania zmian relacji polsko-izraelskich, a w szczególności ważnej dla Polski kwestii kształtowania wycieczek młodzieży izraelskiej do naszego kraju. Polska nie do końca jednak ma ochotę wytykać Izraelczykom wychowywanie młodego izraelskiego pokolenia z zakrzywionym obrazem Polski i Polaków. Przede wszystkim Polska od kilku lat walczy o nowy wizerunek zarówno kraju, jak i jego obywateli. W tę walkę wpisuje się np. kampania przeciwko „polskim obozom koncentracyjnym”, stworzenie Muzeum Powstania Warszawskiego, ukazania głównie światu zachodniemu martyrologii narodu polskiego oraz nowego oblicza polskiego społeczeństwa. Jesteśmy w NATO, jesteśmy w Unii Europejskiej, jesteśmy nowym demokratycznym państwem – to wydaje się być naszą nową twarzą, którą chcemy światu zaprezentować. Wydaje się więc, że Polska w tej koncepcji jak najbardziej winna jasno wyrazić swoje stanowisko w tej materii właśnie wobec Izraela. Jednakże poparcie Izraela ma szerszy wymiar i jest niezbędnym elementem całej strategii zmiany wizerunku. Innymi słowy – Polska chce zmienić mylne postrzeganie swojej roli w II wojnie światowej, chce zmienić stereotypy na temat Polaków jako antysemitów, a poparcie i dobre relacje z państwem żydowskim są tutaj kluczowym elementem mającym uwiarygodnić ten wizerunek „nowej Polski”. Polska nie może zaryzykować ochłodzenia relacji z Izraelem. Dobre, ciepłe stosunki są narzędziem, instrumentem mającym pomóc Polsce przekonać świat do naszej nowej „twarzy”.

I to jest najwyraźniej zrozumiałe dla strony izraelskiej. Pomimo więc, że Izrael potrzebuje Polski na arenie europejskiej traktuje poparcie z jej strony jako zasadniczy pewnik, coś niezmiennego, gdyż jest ono uwarunkowane historycznie. Całe to rozważanie na temat determinantów relacji polsko-izraelskich obecnie prowadzi mnie niestety do dość pesymistycznego wniosku, że Polska i Izrael rozmawiają ze sobą z różnych pozycji, które nie są sobie równe i nie przypominają relacji partnerskich. Wiąże się to z faktem, że Izrael w polskiej polityce zagranicznej jest „bardzo ważny”, a w odniesieniu do polityki zmiany image’u Polski można powiedzieć nawet, że „strategiczny”. Polska natomiast jest ważna dla Izraela, lecz na pewno nie na poziomie strategicznym.

Kilka miesięcy temu o wiele bardziej dosadnie te relacje a raczej nierówność tych relacji określił profesor Moshe Zimmerman, który w artykule Anny Szulc pt. „Młodzi Izraelczycy rozrabiają w Polsce” opublikowanym w „Przekroju” stwierdził, że Izraelczycy nie uważają Polaków za równych partnerów w rozmowie. Profesor wyraził się następująco: „…nie są równymi partnerami do jakiejkolwiek dyskusji. Dotyczy to także wspólnej historii i polityki.” Jest to oczywiście jeden ze skrajnych głosów, z którym trudno się zgodzić, niemniej jednak w jakimś sensie oddaje on problematyczność charakteru tych relacji.

Posłużę się przykładem sprzed kilku miesięcy, gdy dziennik „Haaretz” opublikował komiks, w którym Polacy przedstawieni byli jako poplecznicy nazistów. Publikacja wywołała ogromne protesty m.in. Romana Fristera. Ambasador RP w Tel Awiwie Agnieszka Magdziak-Miszewska wystąpiła nawet w izraelskim radio, tłumacząc szkodliwość tego rodzaju incydentów dla stosunków polsko-izraelskich. Dziennikarz prowadzący audycję zapytał drugiego gościa, Nira Bechera z „Haaretza” czy byłoby mu przyjemnie, gdyby któryś z prestiżowych dzienników polskich opublikował komiks antysemicki. Becher odparł, że „nie można tego porównywać”. Chciałbym podkreślić – „Haaretz” jest w zasadzie najpoważniejszym, najbardziej opiniotwórczym dziennikiem w Izraelu.

Chciałbym przywołać kolejne wydarzenie, którego byłem świadkiem i które wskazuje, że dyskusja na temat relacji polsko-izraelskich w ogóle, a wycieczek izraelskich w szczególności, nie będzie łatwa:

Tel Awiw, kwiecień 2007 r., konferencja pt. „Zagłada, Żydzi, Polacy – mity i rzeczywistość”, której kulminacyjnym punktem był panel dyskusyjny na temat przyjazdu młodych Izraelczyków do Polski. Po pierwsze – do panelu dyskusyjnego, oprócz dorosłych interlokutorów został zaproszony także nastolatek, który opisując swoje przeżycia podczas takiej podróży do Polski, odebrał w zasadzie możliwość debatowania nad ważnymi kwestiami, gdyż sprowadził dyskusję na poziom odczuć młodej osoby. Po drugie – Polska strona była reprezentowana przez pracownika żydowskiego Instytutu Historycznego (ŻIH), który w bardzo klarowny sposób przedstawił problem zachowania młodzieży izraelskiej oraz kwestię negatywnego obrazu Polski i Polaków, będący następstwem obecnej formy programów edukacyjnych. Niestety przedstawiciel izraelskiego Ministerstwa Edukacji, mający w swych kompetencjach nadzór nad kształtem tych wycieczek, skwitował wypowiedź przedstawicielu ŻIH-u stwierdzeniem, że „bardzo się cieszy, że współpraca z Żydowskim Instytutem Historycznym rozwija się tak dobrze”, całkowicie ignorując sedno wypowiedzi poprzednika. Konferencja obfitowała w jeszcze kilka podobnych zachowań. Co więcej, zaznaczyła się także zasadnicza nieufność między polskimi i izraelskimi historykami. Gdy jeden z polskich historyków udowadniał pewną tezę, bazując na danych opublikowanych w książce izraelskiego badacza Schmuela Krakovskiego, izraelscy historycy stwierdzili, że nie pamiętają takich danych. Nie chodzi o to, że Polacy i Izraelczycy mają odmienny punkt widzenie na kwestię wycieczek izraelskich, chodzi o to, że Izraelczycy nie chcą nawet podjąć rzeczowej dyskusji na ten temat ze stroną polską.

Skąd bierze się zatem swoista nierówność pozycji naszego dialogu? Oprócz wcześniej wymienionego aspektu różnych miejsc Polski i Izraela w swych koncepcjach i strategiach polityki zagranicznej, chciałbym zwrócić uwagę na kwestię opiniotwórczości, która wydaje się mieć także niebagatelne znaczenie. Przede wszystkim polska nauka w odniesieniu do Holokaustu dopiero formułuje podwaliny pod badania nad tym zagadnieniem. Wystarczy zwrócić uwagę na fakt, że dopiero w ostatnich latach zaczęto tworzyć wyspecjalizowane jednostki badawcze zajmujące się Holokaustem. Głównym ośrodkiem jest Centrum Badań nad Zagładą Żydów (prężnie zresztą działającym), który powstał w 2003 roku, 14 lat po transformacji systemowej w Polsce.

Badania nad Holokaustem prowadzone są w obrębie różnych wydziałów: historycznych lub politologicznych. Nawet jeżeli istnieją wyodrębnione jednostki do badań nad tym zagadnieniem, to niestety tworzy się je na poziomie zaledwie zakładów. Polska nauka w tej dziedzinie jest rozproszona i nieskoordynowana. Po drugie – nawet jeżeli prowadzone są badania naukowe w tej materii, to efekty tych prac giną w gąszczu różnych publikacji zbiorczych z zakresu ogólnie pojętej historii, nie wspominając o tym, że niejednokrotnie nie są w ogóle tłumaczone na język angielski. Jeżeli dodamy do tego brak szerszej promocji tych efektów naukowych, rysuje nam to raczej smutny obraz polskiej nauki w tej dziedzinie. W sposób oczywisty wpływa to na moc, a raczej niemoc opiniotwórczą Polski jako takiej w tematyce Holokaustu. Trudno jest znaleźć jakiegoś polskiego naukowca na konferencjach dotyczących Zagłady w USA, Wielkiej Brytanii, Francji. Polski głos w tym dyskursie po prostu się nie liczy. Oczywiście zrozumiałe są ograniczenia polskiej nauki w tej dziedzinie: lata komunizmu, brak dostępu do szeroko pojętej wymiany naukowej, kwestia językowa, kwestia dostępu do literatury etc. Nie twierdzę, że w Polsce nie tworzy się niczego. W ostatnich latach doszło do intensyfikacji badań nad Holokaustem. Niektóre z wytworów naukowych na ten temat nie odbiegają poziomem od produktów nauki na Zachodzie, niemniej jednak nie posiedliśmy wiedzy, w jaki sposób je promować i wykorzystywać. Natomiast głos izraelski w debacie nad Holokaustem liczy się bardzo… To także silnie oddziałuje na nierówność relacji polsko-izraelskich.

Dyskusja poprzez „tak, ale…”

W obliczu „bardzo dobrych” stosunków polsko-izraelskich na szczeblu rządowym i pewnej niechęci do podjęcia tematyki np. izraelskich wycieczek oraz innych problematycznych kwestii, obie strony nauczyły się rozmawiać ze sobą w bardzo specyficzny sposób, który mógłbym określić jako „tak, ale…”. Mianowicie niejednokrotnie zdarza się, że na kwestię polskiego antysemityzmu strona polska tłumaczy się następująco: „Tak, rzeczywiście problem istnieje, ale mamy tyle interesujących inicjatyw żydowskich w Polsce…”, „Tak problem polskiego antysemityzmu w czasie wojny (i po) istniał, lecz mamy tylu Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata”, „Tak, problem graffiti antysemickich istnieje, ale to tylko zachowanie garstki tzw. kiboli, którzy używają słowa Żyd w celu obrażenia kibiców drugiej drużyny...” [mam nadzieję, że temat ten także zostanie wkrótce poruszony na łamach forum – przyp. JW]. Jednocześnie strona izraelska zachowuje się w podobny sposób: „Tak, istnieje problem zachowania młodzieży izraelskiej w Polsce, istnieje problem negatywnego odbioru Polski i Polaków, ale przecież próbujemy organizować spotkania” (pomimo, że tylko niewielka część grup izraelskich spotyka się z polską młodzieżą), „Tak, istnieje problem izraelskiej ochrony w Polsce, ale próbujemy to zmienić” (bez klarownego wytłumaczenia, jak). Dyskusja przez „tak, ale…” jest pewną fasadą, która w zasadzie świadczy właśnie o braku zaufania obu stron do uwzględnienia racji drugiej strony oraz braku chęci podjęcia tematów trudnych. Wydaje się więc, że obie strony wygodnie się czują z tą fasadą.

Potwierdza to przykład od choćby z dnia dzisiejszego. Zaledwie kilka dni po opublikowaniu „Strachu” Jana Tomasza Grossa pojawiły się głosy krytyczne wobec Fundacji „Znak”, że niepotrzebnie przetłumaczono tą książkę, gdyż podżega ona zarówno do antypolonizmu jak i antysemityzmu. Czy mamy zatem udać, że takiej publikacji w ogóle nie było? Czy obie strony tematy trudne będą zamiatać pod przysłowiowy dywan?

Czym ma być przyszłoroczny przełom w stosunkach polsko-izraelskich? I przede wszystkim – jak będą wyglądać stosunki polsko-izraelskie w przyszłości?

Jestem głęboko przekonany, że stosunki polsko-izraelskie można wprowadzić na dobre tory, jeżeli Polacy będę skupiać swoje wysiłki na ujawnieniu tego, co było złe w historii naszego narodu, Izraelczycy natomiast skupią się na tym, co Polacy zrobili dobrze. Tę maksymę wypowiedział wiele lat temu Michał Sobelman podczas jednego ze spotkań na temat stosunków polsko-żydowskich. Pomimo upływu lat maksyma ta wydaje się być nadal aktualna.

Podczas nadchodzącego roku polsko-izraelskiego kwestie naszych stosunków muszą nie tylko być poruszone – muszą zostać przez specjalistów dogłębnie przeanalizowanie. Podkreślę jeszcze raz – edukacja przez kulturę jest w rzeczy samej najważniejsza i najbardziej efektywna. Lecz bez pogłębionej dyskusji nad fundamentem, rok polsko-izraelski może nie odnieść planowanego rezultatu. Moja wątpliwość ma źródło w interpretacji aktywności na rzecz porozumienia polsko-izraelskiego, którą dobrze obrazuje fragment artykułu Adara Primora pt. „There is a New Poland” opublikowanego w „Haaretz”, którego autor szeroko rozpisuje się o działaniach, inicjatywach polskich mających na celu uczczenie pamięci polskich Żydów, jednak na końcu zadaje on jakby retoryczne pytanie: „Czy to czasem nie wynika z chęci Polaków bycia bliżej tych Żydów, którzy rządzą światem”, bezpodstawnie i infantylnie sugerując podwójne dno procesu rekoncyliacji. Niejednokrotnie także spotkałem się z podobną interpretacją, że starania Polaków są determinowane chęcią swoistego zadośćuczynienia w odniesieniu do polskiego grzechu kolaboracji z nazistami. Rok 2008 zatem musi przynieść nam głęboką aczkolwiek szczerą, otwartą debatę na temat kondycji naszych relacji, co w połączeniu z promocją kultury obu krajów może przynieść…przełom.

Przed nami burzliwy okres  i co ważniejsze – rodząca się dopiero debata na temat „Strachu” Jana Tomasza Grossa. Jednakże pytań jest więcej. Czy książka oraz dyskusja na jej temat będzie miała znaczenie dla kształtowania stosunków polsko-izraelskich? Jaka jest tak naprawdę polska racja stanu w kontaktach z państwem żydowskim? Czego my, Polacy tak naprawdę oczekujemy od Izraelczyków? Czego Izrael oczekuje od Polski i jak będą wyglądały nasze relacje w przyszłości? I w końcu pytanie dla nas kluczowe, które z pewnością będzie dyskutowane podczas debaty o Grossie – jaka jest skala polskiego antysemityzmu obecnie i w przeszłości? Mam nadzieje, że Forum Analityczne pozwoli nam przedyskutować przynajmniej niektóre z tych kwestii.

* cytat pochodzi z artykułu Joanny Dyduch pt. "Percepcja Polski i Polaków przez Izraelczyków".

 
 

Uniwersytety oraz ośrodki badawcze w Polsce zajmujące się tematyką izraelską, biskowschodnią oraz relacjami polsko-izraelskimi.

czytaj »

konfa
kwartalnik
invitation