|
Po drugie – Joanna
Dyduch zamieściła na łamach naszego portalu dwa świetne artykuły
naukowe, w których autorka opisuje wynik badań na temat percepcji Polski
pośród młodych Izraelczyków oraz stosunków polsko-izraelskich. Wynik
badań oraz przytoczone wypowiedzi wskazują na bardzo fragmentaryczny
obraz Polski pośród społeczeństwa izraelskiego, szczególnie młodego
pokolenia. Ponadto, jak wskazuje autorka, blisko 79% badanych
Izraelczyków ma negatywne skojarzenia o Polsce. Badania Joanny Dyduch są
ważne, gdyż ujawniają problem znany nam jedynie z naszych osobistych
doświadczeń oraz sytuacji jednostkowych. Badania autorki w tym wymiarze ukazują problem w kompleksowy
sposób i są badaniami bardzo wartościowymi, wskazującymi na ważny,
problematyczny aspekt relacji polsko-izraelskich. Zamieszczam
jednocześnie odnośnik do tych artykułów mając nadzieję, że staną się dla
wielu asumptem do dalszych rozważań i dyskusji. Wydaje się kluczowym
zadanie szeregu pytań w związku z rezultatami tychże badań: jak to
możliwe, że Polska jest tak negatywnie postrzegana? Dlaczego programy
przyjazdów młodzieży izraelskiej do Polski nadal mają swój ustalony od
lat kształt, który w zasadzie ugruntowuje takie a nie inne postrzeganie
Polski i Polaków? Warto spróbować to rozważyć, szczególnie że stosunki
polsko-izraelskie na szczeblu rządowym są w zasadzie wzorcowe…
***
Można by odnieść
wrażenie, że stosunki polsko-izraelskie w ostatnich latach zostały w
istocie skategoryzowane jak bardzo dobre. To właśnie takie określenie
jest używane w zasadzie przez większość polityków obu stron w
odniesieniu do wspólnych relacji. Politycznie relacje rzeczywiście są
wyśmienite – zaczynając od naszego poparcia dla Izraela na arenie
międzynarodowej, aż na wizycie Lecha Kaczyńskiego w Izraelu zaraz po
zakończeniu działań wojennych po wojnie lipcowej kończąc. Izrael nie
pozostaje dłużny: poparcie dla Ireny Sendlerowej i ciepłe wypowiedzi
ambasadora Pelega. W zasadzie nie przypominam sobie ani jednej
negatywnej opinii wysokiego rangą przedstawiciela obu krajów (wyłączamy
z tego epizod pt. Roman Giertych jako Minister Edukacji Narodowej czy
Maciej Giertych publikujący broszury antysemickie). Błędem byłoby nie
docenianie wysiłków obu stron w celu wytworzenia przyjaznego kanału
współpracy międzyrządowej. Ocieplenie tych stosunków jest wynikiem
obustronnej potrzeby, obie strony jednak konsumują efekty tej współpracy
na innej płaszczyźnie.
Izrael ma świadomość
tego, że Unia Europejska to obecnie 25 państw. Polska – największa z
grupy „nowych” państw we wspólnocie – wielokrotnie była określana przez
ambasadora Pelega, jako jeden z najważniejszych sprzymierzeńców Izraela
w Europie. Izrael bezsprzecznie zdaje sobie sprawę z wagi Polski na
jakże antyizraelskiej mapie geopolitycznej Europy. Zdaje sobie także
sprawę, że polityka zagraniczna Unii Europejskiej będzie ewoluować –
także pod naciskiem nowych państw członkowskich.
Wydaje się więc, że
Polska ma zasadniczą siłę oraz możliwości w kontekście ukierunkowania
zmian relacji polsko-izraelskich, a w szczególności ważnej dla Polski
kwestii kształtowania wycieczek młodzieży izraelskiej do naszego kraju.
Polska nie do końca jednak ma ochotę wytykać Izraelczykom wychowywanie
młodego izraelskiego pokolenia z zakrzywionym obrazem Polski i Polaków.
Przede wszystkim Polska od kilku lat walczy o nowy wizerunek zarówno
kraju, jak i jego obywateli. W tę walkę wpisuje się np. kampania
przeciwko „polskim obozom koncentracyjnym”, stworzenie Muzeum Powstania
Warszawskiego, ukazania głównie światu zachodniemu martyrologii narodu
polskiego oraz nowego oblicza polskiego społeczeństwa.
Jesteśmy w NATO, jesteśmy w Unii Europejskiej, jesteśmy nowym
demokratycznym państwem – to wydaje się być naszą nową twarzą, którą
chcemy światu zaprezentować. Wydaje się więc, że Polska w tej koncepcji
jak najbardziej winna jasno wyrazić swoje stanowisko w tej materii
właśnie wobec Izraela. Jednakże poparcie Izraela ma szerszy wymiar i
jest niezbędnym elementem całej strategii zmiany wizerunku. Innymi słowy
– Polska chce zmienić mylne postrzeganie swojej roli w II wojnie
światowej, chce zmienić stereotypy na temat Polaków jako antysemitów, a
poparcie i dobre relacje z państwem żydowskim są tutaj kluczowym
elementem mającym uwiarygodnić ten wizerunek „nowej Polski”. Polska nie
może zaryzykować ochłodzenia relacji z Izraelem. Dobre, ciepłe stosunki
są narzędziem, instrumentem mającym pomóc Polsce przekonać świat do
naszej nowej „twarzy”.
I to jest najwyraźniej
zrozumiałe dla strony izraelskiej. Pomimo więc, że Izrael potrzebuje
Polski na arenie europejskiej traktuje poparcie z jej strony jako
zasadniczy pewnik, coś niezmiennego,
gdyż jest ono uwarunkowane historycznie. Całe to rozważanie na temat
determinantów relacji polsko-izraelskich obecnie prowadzi mnie niestety
do dość pesymistycznego wniosku, że Polska i Izrael rozmawiają ze sobą z
różnych pozycji, które nie są sobie równe i nie przypominają relacji
partnerskich. Wiąże się to z faktem, że Izrael w polskiej polityce
zagranicznej jest „bardzo ważny”, a w odniesieniu do polityki zmiany
image’u Polski można powiedzieć nawet,
że „strategiczny”. Polska natomiast jest ważna dla Izraela, lecz na
pewno nie na poziomie strategicznym.
Kilka miesięcy temu o
wiele bardziej dosadnie te relacje a raczej nierówność tych relacji
określił profesor Moshe Zimmerman, który w artykule Anny Szulc pt.
„Młodzi Izraelczycy rozrabiają w Polsce” opublikowanym w „Przekroju”
stwierdził, że Izraelczycy nie uważają Polaków za równych partnerów w
rozmowie. Profesor wyraził się następująco: „…nie są równymi partnerami
do jakiejkolwiek dyskusji. Dotyczy to także wspólnej historii i
polityki.” Jest to oczywiście jeden ze skrajnych głosów, z którym trudno
się zgodzić, niemniej jednak w jakimś sensie oddaje on problematyczność
charakteru tych relacji.
Posłużę się przykładem
sprzed kilku miesięcy, gdy dziennik „Haaretz” opublikował komiks, w
którym Polacy przedstawieni byli jako poplecznicy nazistów. Publikacja
wywołała ogromne protesty m.in. Romana Fristera. Ambasador RP w Tel
Awiwie Agnieszka Magdziak-Miszewska wystąpiła nawet w izraelskim radio,
tłumacząc szkodliwość tego rodzaju incydentów dla stosunków
polsko-izraelskich. Dziennikarz prowadzący audycję zapytał drugiego
gościa, Nira Bechera z „Haaretza” czy byłoby mu przyjemnie, gdyby któryś
z prestiżowych dzienników polskich opublikował komiks antysemicki.
Becher odparł, że „nie można tego porównywać”. Chciałbym podkreślić – „Haaretz”
jest w zasadzie najpoważniejszym, najbardziej opiniotwórczym dziennikiem
w Izraelu.
Chciałbym przywołać
kolejne wydarzenie, którego byłem świadkiem i które wskazuje, że
dyskusja na temat relacji polsko-izraelskich w ogóle, a wycieczek
izraelskich w szczególności, nie będzie łatwa:
Tel Awiw, kwiecień 2007
r., konferencja pt. „Zagłada, Żydzi, Polacy – mity i rzeczywistość”,
której kulminacyjnym punktem był panel dyskusyjny na temat przyjazdu
młodych Izraelczyków do Polski. Po pierwsze – do panelu dyskusyjnego,
oprócz dorosłych interlokutorów został zaproszony także nastolatek,
który opisując swoje przeżycia podczas takiej podróży do Polski, odebrał
w zasadzie możliwość debatowania nad ważnymi kwestiami, gdyż sprowadził
dyskusję na poziom odczuć młodej osoby. Po drugie – Polska strona była
reprezentowana przez pracownika żydowskiego Instytutu Historycznego (ŻIH),
który w bardzo klarowny sposób przedstawił problem zachowania młodzieży
izraelskiej oraz kwestię negatywnego obrazu Polski i Polaków, będący
następstwem obecnej formy programów edukacyjnych. Niestety
przedstawiciel izraelskiego Ministerstwa Edukacji, mający w swych
kompetencjach nadzór nad kształtem tych wycieczek, skwitował wypowiedź
przedstawicielu ŻIH-u stwierdzeniem, że „bardzo się cieszy, że
współpraca z Żydowskim Instytutem Historycznym rozwija się tak dobrze”,
całkowicie ignorując sedno wypowiedzi poprzednika. Konferencja
obfitowała w jeszcze kilka podobnych zachowań. Co więcej, zaznaczyła się
także zasadnicza nieufność między polskimi i izraelskimi historykami.
Gdy jeden z polskich historyków udowadniał pewną tezę, bazując na danych
opublikowanych w książce izraelskiego badacza Schmuela Krakovskiego,
izraelscy historycy stwierdzili, że nie pamiętają takich danych. Nie
chodzi o to, że Polacy i Izraelczycy mają odmienny punkt widzenie na
kwestię wycieczek izraelskich, chodzi o to, że Izraelczycy nie chcą
nawet podjąć rzeczowej dyskusji na ten temat ze stroną polską.
Skąd bierze się zatem
swoista nierówność pozycji naszego dialogu? Oprócz wcześniej
wymienionego aspektu różnych miejsc Polski i Izraela w swych koncepcjach
i strategiach polityki zagranicznej, chciałbym zwrócić uwagę na kwestię
opiniotwórczości, która wydaje się mieć także niebagatelne znaczenie.
Przede wszystkim polska nauka w odniesieniu do Holokaustu dopiero
formułuje podwaliny pod badania nad tym zagadnieniem. Wystarczy zwrócić
uwagę na fakt, że dopiero w ostatnich latach zaczęto tworzyć
wyspecjalizowane jednostki badawcze zajmujące się Holokaustem.
Głównym ośrodkiem jest Centrum Badań nad Zagładą Żydów (prężnie zresztą
działającym), który powstał w
2003 roku, 14 lat po transformacji systemowej w Polsce.
Badania nad
Holokaustem prowadzone są w obrębie różnych wydziałów: historycznych lub
politologicznych. Nawet jeżeli istnieją wyodrębnione jednostki do badań
nad tym zagadnieniem, to niestety tworzy się je na poziomie zaledwie
zakładów. Polska nauka w tej dziedzinie jest rozproszona i
nieskoordynowana. Po drugie – nawet jeżeli prowadzone są badania naukowe
w tej materii, to efekty tych prac giną w gąszczu różnych publikacji
zbiorczych z zakresu ogólnie pojętej historii,
nie wspominając o tym, że niejednokrotnie nie są w ogóle
tłumaczone na język angielski. Jeżeli dodamy do tego brak szerszej
promocji tych efektów naukowych, rysuje nam to raczej smutny obraz
polskiej nauki w tej dziedzinie. W sposób oczywisty wpływa to na moc, a
raczej niemoc opiniotwórczą Polski jako takiej w tematyce Holokaustu.
Trudno jest znaleźć jakiegoś polskiego naukowca na konferencjach
dotyczących Zagłady w USA, Wielkiej Brytanii, Francji. Polski głos w tym
dyskursie po prostu się nie liczy. Oczywiście zrozumiałe są ograniczenia
polskiej nauki w tej dziedzinie: lata komunizmu, brak dostępu do szeroko
pojętej wymiany naukowej, kwestia językowa, kwestia dostępu do
literatury etc. Nie twierdzę, że w Polsce nie tworzy się niczego. W ostatnich latach doszło do intensyfikacji badań nad Holokaustem.
Niektóre z wytworów naukowych na ten temat nie odbiegają poziomem od
produktów nauki na Zachodzie, niemniej jednak nie posiedliśmy wiedzy, w
jaki sposób je promować i wykorzystywać. Natomiast głos izraelski w
debacie nad Holokaustem liczy się bardzo… To także silnie oddziałuje na
nierówność relacji polsko-izraelskich.
Dyskusja poprzez
„tak, ale…”
W obliczu
„bardzo dobrych” stosunków polsko-izraelskich na szczeblu rządowym
i pewnej niechęci do podjęcia tematyki np. izraelskich wycieczek oraz
innych problematycznych kwestii, obie strony nauczyły się rozmawiać ze
sobą w bardzo specyficzny sposób, który mógłbym określić jako „tak,
ale…”. Mianowicie niejednokrotnie zdarza się, że na kwestię polskiego
antysemityzmu strona polska tłumaczy się następująco: „Tak, rzeczywiście
problem istnieje, ale mamy tyle interesujących inicjatyw żydowskich w
Polsce…”, „Tak problem polskiego antysemityzmu w czasie wojny (i po)
istniał, lecz mamy tylu Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata”, „Tak,
problem graffiti antysemickich istnieje, ale to tylko zachowanie garstki
tzw. kiboli, którzy używają słowa Żyd w celu obrażenia kibiców
drugiej drużyny...” [mam nadzieję, że temat ten także zostanie wkrótce
poruszony na łamach forum – przyp. JW]. Jednocześnie strona izraelska
zachowuje się w podobny sposób: „Tak, istnieje problem zachowania
młodzieży izraelskiej w Polsce, istnieje problem negatywnego odbioru
Polski i Polaków, ale przecież próbujemy organizować spotkania” (pomimo,
że tylko niewielka część grup izraelskich spotyka się z polską
młodzieżą), „Tak, istnieje problem izraelskiej ochrony w Polsce, ale
próbujemy to zmienić” (bez klarownego wytłumaczenia, jak). Dyskusja
przez „tak, ale…” jest pewną fasadą, która w zasadzie świadczy właśnie o
braku zaufania obu stron do uwzględnienia racji drugiej strony oraz
braku chęci podjęcia tematów trudnych. Wydaje się więc, że obie strony
wygodnie się czują z tą fasadą.
Potwierdza to przykład
od choćby z dnia dzisiejszego. Zaledwie kilka dni po opublikowaniu
„Strachu” Jana Tomasza Grossa pojawiły się głosy krytyczne wobec
Fundacji „Znak”, że niepotrzebnie przetłumaczono tą książkę, gdyż
podżega ona zarówno do antypolonizmu jak i antysemityzmu. Czy mamy zatem
udać, że takiej publikacji w ogóle nie było? Czy obie strony tematy
trudne będą zamiatać pod przysłowiowy dywan?
Czym ma być
przyszłoroczny przełom w stosunkach polsko-izraelskich? I przede
wszystkim – jak będą wyglądać stosunki polsko-izraelskie w przyszłości?
Jestem głęboko
przekonany, że stosunki polsko-izraelskie można wprowadzić na dobre
tory, jeżeli Polacy będę skupiać swoje wysiłki na ujawnieniu tego, co
było złe w historii naszego narodu, Izraelczycy natomiast skupią się na
tym, co Polacy zrobili dobrze. Tę maksymę wypowiedział wiele lat temu
Michał Sobelman podczas jednego ze spotkań na temat stosunków
polsko-żydowskich. Pomimo upływu lat maksyma ta wydaje się być nadal
aktualna.
Podczas nadchodzącego
roku polsko-izraelskiego kwestie naszych stosunków muszą nie tylko być
poruszone – muszą zostać przez specjalistów dogłębnie przeanalizowanie.
Podkreślę jeszcze raz – edukacja przez kulturę jest w rzeczy samej
najważniejsza i najbardziej efektywna. Lecz bez pogłębionej dyskusji nad
fundamentem, rok polsko-izraelski może nie odnieść planowanego
rezultatu. Moja wątpliwość ma źródło w interpretacji aktywności na rzecz
porozumienia polsko-izraelskiego, którą dobrze obrazuje fragment
artykułu Adara Primora pt. „There is a New Poland” opublikowanego w „Haaretz”,
którego autor szeroko rozpisuje się o działaniach, inicjatywach polskich
mających na celu uczczenie pamięci polskich
Żydów, jednak na końcu zadaje on jakby retoryczne pytanie: „Czy
to czasem nie wynika z chęci Polaków bycia bliżej tych Żydów, którzy
rządzą światem”, bezpodstawnie i infantylnie sugerując podwójne dno
procesu rekoncyliacji. Niejednokrotnie także spotkałem się z podobną
interpretacją, że starania Polaków są determinowane chęcią swoistego
zadośćuczynienia w odniesieniu do polskiego grzechu kolaboracji z
nazistami. Rok 2008 zatem musi przynieść nam głęboką aczkolwiek szczerą,
otwartą debatę na temat kondycji naszych relacji, co w połączeniu z
promocją kultury obu krajów może przynieść…przełom.
Przed nami burzliwy
okres i co ważniejsze – rodząca się dopiero debata na temat „Strachu”
Jana Tomasza Grossa. Jednakże pytań jest więcej. Czy książka oraz
dyskusja na jej temat będzie miała znaczenie dla kształtowania stosunków
polsko-izraelskich? Jaka jest tak naprawdę polska racja stanu w
kontaktach z państwem żydowskim? Czego my, Polacy tak naprawdę
oczekujemy od Izraelczyków? Czego Izrael oczekuje od Polski i jak będą
wyglądały nasze relacje w przyszłości? I w końcu pytanie dla nas
kluczowe, które z pewnością będzie dyskutowane podczas debaty o Grossie
– jaka jest skala polskiego antysemityzmu obecnie i w przeszłości? Mam
nadzieje, że Forum Analityczne pozwoli nam przedyskutować przynajmniej
niektóre z tych kwestii.
* cytat pochodzi z artykułu
Joanny Dyduch pt. "Percepcja Polski i Polaków przez Izraelczyków". |